Od początku epidemii liczba miejsc pracy dla młodych osób bez zawodowego doświadczenia stopniowo malała. W momencie wybuchu epidemii lokale gastronomiczne ograniczyły swoja działalność do sprzedaży na wynos lub zostały czasowo zamknięte. O stażu bez przynajmniej rocznego doświadczenia w mojej profesji nie miałam co liczyć. Sytuacja ta sprawiła, że razem z przyjaciółką postanowiłyśmy wyjechać na dwa miesiące do pracy za granicę, żeby się „odkuć” po okresie przestoju i zaoszczędzić na ewentualne chude miesiące w Polsce.
Zaznaczę odrazu , że o pracy za granicą w dodatku nie w Holandii, a w Anglii słyszałyśmy jedynie od znajomych, których zdania na temat agencji były bardzo podzielone. Anglia z tego względu była naszym pierwszym wyborem jednak jak szybko przyszła nam do głowy, tak szybko musiałyśmy sobie ten pomysł z niej wybić. A wszystko dlatego, że w tamtym momencie na dobry początek czekałaby na nas 2 tygodniowa kwarantanna, podczas której koszty życia spadłyby oczywiście na nas. W ten oto sposób skierowałyśmy nasze poszukiwania w stronę Holandii. Szukanie pracy za granicą po raz pierwszy jest tak naprawdę strzelaniem na ślepo.
Pierwszy kontakt z agencja
Zaczęłyśmy dzwonić trzy tygodnie przed planowanym wyjazdem, jednak każda agencja organizuje wyjazdy miedzy piątkiem a niedzielą przed planowanym rozpoczęciem pracy (planowana od poniedziałku), a oferty pracy dostają w okolicach wtorku/środy dlatego każdy przedstawiciel poradził nam zadzwonić maksymalnie tydzień przed wyjazdem. Zaletą wcześniejszego kontaktu z agencja jest fakt, że 3 z 5 agencji, do których się odezwałyśmy, same zadzwoniły do nas z dostępnymi ofertami. To co warto wiedzieć przed kontaktem z agencją, to jaka praca napewno nas nie interesuje, w naszym przypadku była to praca przy mięsie. Dodatkowo wiedziałyśmy, że celujemy w stawki powyżej 10,80€ netto.
Wybór oferty i wyjazd
Wszystkie agencje odezwały się do nas w czwartek z dostępnymi ofertami. Z podjęciem decyzji czekałyśmy tak naprawdę do ostatniej chwili, ponieważ pare przedstawicieli poinformowało nas, że pod koniec dnia możliwe, że otrzymają dodatkowe oferty. Początkowo byłyśmy zdecydowane na ofertę, która powtarzała się od dwóch tygodni, jej zaletami oprócz stawki 11€/h netto było oferowane nam miejsce zamieszkania, ponieważ nasz tymczasowy dom miał znajdować się w centrum sporego miasta. Jak się jednak okazało w tygodniu naszego wyjazdu nie było możliwości abyśmy otrzymały wspólny pokój i zmiany, a na tym również nam zależało, jednak jechałyśmy we dwie do całkiem obcego miejsca!! Zaoferowano nam inne możliwości jednak nie tak atrakcyjne, dlatego czekałyśmy do końca dnia. I to był strzał w dziesiątke! Około 16 zadzwonił do nas jeden z przedstawicieli, że otrzymał dodatkową ofertę, która napewno nas zainteresuje. Oferta mówiła, że na początek otrzymamy 11,20 euro/h netto, dodatkowo za każdą przepracowaną godzinę odkładany miał być tzw. podatek wakacyjny (8% zarobków). Po potwierdzeniu wyjazdu, otrzymałyśmy na emaila papiery do podpisania oraz dostęp do aplikacji pracowniczej, również przez którą również następowało podpisywanie dokumentów.
Dodatkową zaleta wyjazdu z tej agencji był fakt, że nie musiałyśmy wykładać pieniędzy na przejazd z Polski do Holandii, 100€ zostało nam pobrane z pierwszej wypłaty na zasadzie kaucji, która została nam zwrócona po przepracowaniu 10 tygodni.
Powiem Wam szczerze, że o mało brakowało, z wcale nie pojechałybyśmy do tej pracy. Wszystko to za sprawą mojego instynktu samozachowawczego, który 4h przed planowanym wyjazdem, kazał mi sprawdzić opinie o agencji. Uwierzcie mi na 100 opinii jedynie 3 były w miarę pozytywne, ludzie skarżyli się dosłownie na wszystko , zaczynając od mieszkań, przez problemy z dojazdem, aż do rzekomo nie wypłacanych wynagrodzeń. Jednak jak to mówią, raz kozie śmierć. Tak naprawdę wiele do stracenia nie miałyśmy a do zyskania całkiem sporo.
Tak więc w niedzielę 28 czerwca wsiadłyśmy w busa i pojechałyśmy w nieznane.
